Justin Bieber – łamacz miliona nastoletnich serc

maxresdefault

Internet to nie tylko miejsce, gdzie czytamy newsy, czy czatujemy ze znajomymi. Jest to też świetna arena do zaprezentowania swojego talentu. Tak się stało w przypadku nastoletniego gwiazdora Justina Biebera, który sławę i światowy rozgłos uzyskał właśnie poprzez internetowy serwis YouTube, gdzie początkujący wówczas wokalista zamieszczał krótkie filmiki, w których ukazywał całemu światu swoje muzyczne umiejętności. To właśnie dzięki tym własnoręcznie wykreowanym klipom artysta został odkryty przez Scootera Brauna.

Następnie Bieber związał się z wytwórnią fonograficzną Island Records. Niedługo później o młodzieżowym gwiazdorze usłyszał cały świat. U progu 2009 roku światło dzienne ujrzał pierwszy profesjonalny utwór, wykonywany przez Justina, zatytułowany „One Time”, który niedługo po premierze został pokryty platyną i plasował się na wysokich miejscach wśród najważniejszych światowych list przebojów. Był to zatem doskonały czas na wydanie debiutanckiego albumu o nazwie „My World”, który podobnie jak pierwszy krążek przypadł do gustu słuchaczom, a w zdecydowanie większej części słuchaczkom na całym świecie. W tym samym roku w okresie świątecznym, Justin Bieber dał popis swoich umiejętności wokalnych przed amerykańską parą prezydencką – Barackiem i Michelle Obamą, podczas którego gwiazdor zaprezentował bożonarodzeniową piosenkę znanego artysty „Someday at Christmas”, którą wprowadził słuchaczy w magiczny czas radości i wesela.

Gigantyczna fala sukcesu spłynęła na Justina Biebera niecały rok później, dzięki utworowi „Baby”, pochodzącym z krążka „My World 2.0”. Pomimo faktu, iż kompozycja budziła mieszane uczucia, spotkała się zarówno z zachwytem fanek, dla których postać wokalisty stała się bóstwem, jak i z krytyką, spowodowaną między innymi dziecinnym wówczas głosem i infantylnością artysty, to numer ten stał się niekwestionowanym hitem i szansą na wielką sławę dla młodego Kanadyjczyka. „Baby” znalazło się na jednym z pierwszych miejsc najpopularniejszej listy przebojów w Stanach Zjednoczonych, Billboard Hot 100, a obecnie na serwisie YouTube ma znacznie ponad miliard wyświetleń, co plasuje ją na bardzo wysokiej pozycji wśród najczęściej odtwarzanych przebojów na tej platformie.

Wkrótce po sukcesie przeboju, Justin Bieber odbył swoją pierwszą trasę koncertową „My World Tour”, podczas której artysta zaprezentował swoje pierwsze utwory. W 2010 roku gwiazdor uświetnił swoją obecnością prestiżową amerykańską galę muzyczną – MTV Video Music Awards. Kolejnym kasowym albumem Justina był świąteczny krążek „Under the Mistletoe”. W okresie przedświątecznym płyta rozeszła się niczym świeże bułeczki. Młody wokalista chętnie współpracuje z innymi światowymi gwiazdami muzyki, tworząc z nimi ciekawe projekty fonograficzne. Owoce takich działań usłyszeć można na niejednej płycie Biebera, między innymi na krążku „Believe”, na którym znajdują się piosenki nagrywane z takimi sławami, jak raper Drake, czy producent muzyczny i mąż Kim Kardashian – Kanye West. Jednym z najnowszych utworów Kanadyjczyka jest „Sorry” z krążka zatytułowanego „Purpose”. Numer jest nieprzerwanie grany przez największe stacje muzyczne na całym świecie.

Bieber chętnie angażuje się nie tylko w projekty muzyczne, ale i telewizyjne. Wokalista wystąpił w kryminalnym serialu „CSI: Kryminalne Zagadki Las Vegas”, amerykańskiej produkcji programu „Dom nie do poznania”, a także w kinowym hicie science-fiction, zatytułowanym „Faceci w czerni 3”. Na przestrzeni kilku lat wizerunek Justina zmienił się diametralnie. Ze spokojnego, ułożonego i słodkiego chłopca, Bieber stał się skandalistą, a nawet kryminalistą. Gwiazdor, przechodząc trudny okres dorastania, nie stronił od używek w postaci alkoholu czy narkotyków, a także od usług świadczonych przez prostytutki. Za jazdę samochodem pod wpływem substancji odurzających został osadzony w areszcie. Artysta ma za sobą jeden poważny związek z wypromowaną przez Disneya piosenkarką i aktorką, Seleną Gomez. Oficjalnie para rozstała się pod koniec 2014 roku, choć plotek o powrocie do siebie gwiazd nie ma końca.

Dodaj komentarz